Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazylia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazylia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 października 2016

Pesto.... niezielone?!?!


Czasem matka natura daje nam dary niekoniecznie w kolorach wprost oczekiwanych ;-)
Tym razem pod nóż poszła bazylia.... fioletowa!

No i jedyne co przyszło mi do głowy, to pesto! Oczywiście według przepisu stąd :-)

Zatem fioletowa bazylia trafiła do blendera w towarzystwie zielonej koleżanki, jak również wspomnianego w ww. przepisie odrobiny jarmużu.

  
Tyle kolorów, że znów ślinka cieknie i żal w sercu, że na cuda w takich kolorach trzeba czekać kolejny rok.....

Smacznego!

wtorek, 9 sierpnia 2016

Pesto zielone

czyli przygoda z jarmużem ;-)


Dziś na tapecie, a raczej na kuchennym blacie, króluje pesto w kolorze soczystej zieleni :)
Ale nie jest to wersja tradycyjna z bazylią, czosnkiem i orzechami pini (które notabene zawsze zastępuję prażonymi orzechami arachidowymi).
Dziś wersja z jarmużem :)

Co potrzebne? Jarmuż, niestety wagowo nie potrafię określić jego ilości, powiedzmy większy pęczek (u nas był ogrodowy), odrobina bazylii - ok. 8-10 dużych liści, 4 ząbki czosnku, odrobina sera typu parmezan (lub innego długodojrzewającego), orzechy arachidowe prażone i nerkowca - ok. 1 łyżka każdych, odrobina (może być większa) podprażonych i ostrudzonych pestek dyni i słonecznika, olej i sól wg uznania. Z solą najlepiej ostrożne, bo łatwo przesolic pesto, a olej dolewamt do uzyskania właściwej konsystencji.

Całość wkładamy do kubka-blendera, najpierw liście, później czosnek, ser i orzechy. Na wierzch odrobina soli i zalewamy dookoła olejem, aby łatwo się blendowało.

W trakcie mieszania będzie widać czy potrzeba więcej oleju - nie będzie tworzyła się konsystencja pasty :)



Na koniec pozostaje spróbować i ewentualnie dodać soli wg uznania. Jeśli nie lubisz ostrych potraw, ilość czosnku można śmiało ograniczyć do 1-2 ząbków, tak, by oswoić się z nowym smakiem ;)

A z czym jeść?
U nas najczęściej tradycyjnie do makaronu dodajemy, lekko wilgotny, tylko odlany makaron łączymy z pesto, które pod wpływem temperatury i odrobiny pozostałej wody ładnie się "rozpuści" i rozprowadzi.
A ostatnio moim faworytem stał się ser z pesto.... :D Więc dziś na kolację będą grzanki z chleba razowego posmarowane pesto i przykryte plasterkiem sera..... ;-) Już zgłodniałam! Mniam!