No i do czego to doszło?!
Ja, osobiście i własnymi rękoma zrobiłam tort. A dokładniej - go popełniłam, bo co się w duszy naklęłam i denerwowałam w sposób widoczny i słyszalny, to tylko rodzina, no i z racji otwartych okien, może kilku sąsiadów i przechodnie wiedzą :)
Popełniłam, bo najpierw za dużo, a później za płynnie było. Generalnie przepisy TRZA CZYTAĆ DOKŁADNIE hehe
Na pewno trzeba przyznać, że zrobiłam. Poszczególne składniki smakują mi bardzo! Co do całości, wypowie się jutro kadra pracownicza.
A w ogóle po co mi ten tort...? Chyba dorastam :) i to na okrągło na dodatek!
W domu dwoje dzieci, które: biegają, krzyczą, plują, gryzą, biegają, krzyczą, jedzą, krzyczą i czasami śpią. Np. w tej chwili i od chwil dłuższych kilku.
Generalnie trzeba przyznać, że zaczyna być to dla mnie stan wyjątkowy. Stan ciszy. Spokoju.
Od kiedy pojawił się Pasażer na świecie, wszystko przestało być takie proste i oczywiste, nawet, a może w szczególności, prowadzenie bloga. Ostatnio dość trudne jest ogarnięcie prasowania... Ze cztery prania czekają w kolejce... Generalnie jakoś trudno mi ogarnąć to biegające i brudzące towarzystwo, żeby się nie powtarzać o krzyczeniu, gryzieniu i krzyczeniu...
Ale że zaczął się sezon przetworowy i pierwsze przetwory zawekowane, stwierdziłam, że najwyższy czas na nowy post.
To tak tytułem wstępu do mojego powrotu tu.
Trutu rutu. Tak mi się prawie zrymowało :D
Generalnie zmęczona bywam ostatnio i piszę czasami na duże skróty i dziwne sformułowania i przejęzyczenia się mnie trzymają, za co przepraszam, albo może nie. Bo czasem jest tak weselej. I może jak ktoś zauważy coś, to może będzie to znaczyć, że ktoś czyta coś? ;-)
Spokojnej nocy!
Jutro degustacja....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz